Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Australia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Australia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 września 2009

Eugenika wobec niemowląt

Artykuł zamieszczony na stronach internetowych biuletynu AAP "Pediatrics" zaleca, by w przypadku dzieci w długotrwałym "stanie wegetatywnym", niemowląt chorych na anencefalię lub z całkowitą niewydolnością jelit i "innymi nieuleczalnymi chorobami", lekarze radzili rodzicom zaprzestanie odżywiania dzieci – informuje „Nasz Dziennik”.
Pediatrzy Douglas S. Diekema i Jeffrey R. Botkin twierdzą, że lekarze powinni mieć prawo doradzać rodzicom eutanazję dziecka, gdy ich leczenie nie przynosi „korzyści”.

Więcej w artykule: Eugeniczne rekomendacje, naszdziennik.pl 12-13.09.2009

wtorek, 14 kwietnia 2009

Podsumowanie wiosennej akcji "40 dni dla życia"


Wraz z zakończeniem Wielkiego Postu w Stanach Zjednoczonych dobiegła końca czwarta już akcja "40 dni dla życia".

Kampania polega na nieustannej, 40 dobowej modlitwie przed klinikami aborcyjnymi w intencji poczętych dzieci skazanych na aborcję.


W tym roku prowadzono ją równocześnie w okresie od 25 lutego do 5 kwietnia w 135 miastach na terenie Stanów Zjednoczonych, Kanady, Australii i Irlandii Północnej.


Była ona połączona z akcją uświadamiającą kobiety, które zdecydowały się na aborcję, o nazwie „Nigdy więcej”. Brali w niej udział ludzie, którzy w przeszłości dopuścili się aborcji. Uświadamiali o spustoszeniu w sferze psychicznej, emocjonalnej i duchowej spowodowanym przez aborcję.


Jak obliczają organizatorzy, na podstawie świadectw uczestników i liczby odwołanych wizyt w klinikach, wielkopostna kampania uratowała ok.400 dzieci. Łącznie wzięło w niej udział 4 tys. wspólnot modlitewnych gromadząc 200 tys. osób. Innym owocem przedsięwzięcia jest zwiększająca się liczba pracowników porzucających pracę w klinikach aborcyjnych. Tym razem zrobiło to 17 osób.


Źródło:
wiara.pl 09.04.2009

Zobacz też: Trwa kampania "40 dni dla życia"

niedziela, 26 października 2008

Organy pobierane są często od żyjących dawców.

Znany w Australii lekarz z Melbourne oświadczył ostatnio, że wbrew panującemu przekonaniu, większość operacji pobrania organów dokonuje się jeszcze przed śmiercią dawcy. Argumentuje on, iż niejasne kryterium „śmierci mózgowej” wprowadza w błąd potencjalnych dawców, nie zdających sobie sprawy, że ich organy zostaną pobrane, gdy jeszcze będą żyli.

Dr James Tibballs, specjalista w zakresie intensywnej opieki pediatrycznej opublikował w bieżącym miesiącu artykuł w piśmie „The Journal of Law and Medicine”, wzywając w nim instytucje medyczne do rewizji wytycznych dotyczących pobierania organów, w taki sposób, aby zapewnić potencjalnych dawców, że będzie się walczyć w pierwszej kolejności o ich życie.
Tibballs zauważa, że aktualnie stosuje się praktyki, które są niezgodne z prawem. Prawo stanowi, że zanim dojdzie do pobrania organów, u dawcy musi nastąpić nieodwracalne ustanie funkcji życiowych mózgu lub ustanie krążenia krwi. Tymczasem - jego zdaniem - lekarze australijscy czekają przed pobraniem organów zwykle tylko dwie minuty od chwili zatrzymania akcji serca.

Zaznacza, że dwie minuty to zbyt mało, by ustalić, czy ustanie krążenia jest nieodwracalne. Te dwie minuty były określone ze względów praktycznych, gdyż dłuższe czekanie może doprowadzić do uszkodzenia tkanek – twierdzi lekarz.

„Społeczeństwo może być zaniepokojone, gdy zda sobie sprawę z faktu, że lekarze poszukując dawców są często tymi, którzy jednocześnie określają wytyczne na podstawie których orzeka się o śmierci w celu transplantacji organów” – zauważa Tibballs. „Z tego też powodu – pisze dalej – w komisjach powinni zasiadać prawnicy, by tworzyć wytyczne kliniczne wykorzystywane do orzekania, że ktoś jest martwy”.

Grupa lekarzy zajmujących się transplantologią skrytykowała artykuł Tibballsa, obawiając się, że potencjalni dawcy organów nie będą godzić się na ich ewentualne pobranie. Dr Bill Silvester uważa, że z powodu zamieszania wokół definicji śmierci mózgowej potencjalni dawcy mogą odmówić zgody na pobranie organów po ich śmierci.

Natomiast dr Gerry O’Callaghan zapewnia, że potencjalni dawcy powinni zdać sobie sprawę, że śmierć pnia mózgu, to jest prawdziwa śmierć. – Nie ma takiej możliwości, aby byli oni świadomi, aby mieli zdolność do odczuwania bólu, czy byli zdolni do samodzielnego życia – twierdzi lekarz.

Dr Tibballs zdaje sobie sprawę, że należy do mniejszości, jednak nic nie zmieni faktu, że stale rośnie grupa medyków, którzy wyrażają swoje zaniepokojenie z powodu agresywnej polityki pobierania organów na podstawie wytycznych, które nie dają pewności, iż pacjent jest martwy.

Kryterium tzw. śmierci pnia mózgu, na podstawie którego orzeka się definitywną śmierć pacjenta, budzi coraz powszechniejsze zaniepokojenie. W Watykanie ma się zebrać w listopadzie specjalna komisja, która będzie tę kwestię badać.

Samo kryterium śmierci mózgowej zostało wprowadzone 40 lat temu przez naukowców z uniwersytetu Harvarda, którzy obawiali się, że zbyt długie czekanie może doprowadzić do uszkodzenia tzw. tkanek miękkich, jak serce, płuca, nerki itp., które później nie będą się nadawały do przeszczepu.

Portal LifeSiteNews.com informował wielokrotnie o przypadkach, kiedy stwierdzono u pacjenta śmierć mózgu, po czym ten budził się po jakimś czasie ze śpiączki. Znana jest m.in. sprawa Francuza, u którego w czerwcu bieżącego roku doszło do ataku serca i zatrzymania krążenia na conajmniej 90 minut. Pacjent był już gotowy do zabiegu pobrania organów, ale na stole operacyjnym lekarze spostrzegli, że puls jest wyczuwalny, a mężczyzna oddycha i reaguje na ból. W ciągu kilku tygodni chory, u którego stwierdzono śmierć mózgu, wrócił do zdrowia. Chodził i rozmawiał.
W innym przypadku – 21-letniego Zacka Dunlapa, przygotowanego do operacji pobrania narządów – krewni zauważyli, iż mężczyzna reaguje na dotyk. Lekarze zakwalifikowali go do zabiegu, ponieważ stwierdzili, że ustało krążenie i krew nie dochodzi do mózgu. Zack, kiedy obudził się powiedział, że słyszał lekarzy, gdy orzekali o jego śmierci, kiedy leżał pozornie nieprzytomny.

Specjalista dr John Shea w artykule zatytułowanym „Dawstwo organów: niewygodna prawda” napisał, że często podaje się dawcy znieczulenie, by nie ruszał się na stole operacyjnym w czasie pobierania organów. Zauważono bowiem, że wielu dawców ruszało się w czasie pobierania organów i w dodatku wzrastało u nich ciśnienie krwi, co było reakcją na nacięcie skóry. Zawsze tak się dzieje u żywych pacjentów, którym poda się niewystarczającą dawkę znieczulenia anastezjologicznego. Jest to reakcja na ból wywołana nacięciem skóry.

Dlatego dr Shea uważa, że jest to wystarczający powód, by uznać, że pacjent jeszcze żyje, bo odczuwa ból. Obecnie jego zdaniem bardzo często podaje się jakąś formę znieczulenia, by unieruchomić mięśnie, gdyż jest to stresujące dla lekarzy i pielęgniarek przeprowadzających zabieg pobrania organów od potencjalnego dawcy, który się porusza na stole.


Źródło: LifeSiteNews.com, PS

czwartek, 12 czerwca 2008

Antykoncepcja sprzyja aborcji

Większość kobiet, które poddają się aborcji, używa w chwili poczęcia środków antykoncepcyjnych – dowodzą uczeni z australijskiego Uniwersytetu Flinders w Adelajdzie. Badanie przeprowadzone wśród 3,4 tys. kobiet przeczy teorii mówiącej, że najlepszym sposobem na ograniczenie liczby aborcji jest szeroko dostępna antykoncepcja – zauważa portal LifeSiteNews.

Profesorowie Wendy Abigail, Charmaine Power i Ingrid Belan wykazali, że około 70 proc. uczestniczek badania, które dokonały w ciągu ostatnich 10 lat aborcji w jednej z klinik w Adelajdzie, używało środków antykoncepcyjnych w chwili poczęcia dziecka. 36 proc. przyznało, że ich partnerzy używali prezerwatywy, 28 proc. respondentek uciekało się do różnych hormonalnych środków antykoncepcyjnych, a 3 proc. stosowała naturalne metody regulacji poczęć.

W wypowiedzi dla dziennika "Adelaide Now" autorzy opracowania podkreślają, że raport dowodzi, iż aborcja nie jest traktowana jako środek antykoncepcyjny, jednak kobiety zgłaszają się do klinik aborcyjnych najczęściej wtedy, gdy antykoncepcja zawodzi.

Cały raport został oficjalnie opublikowany na łamach australijskiego i nowozelandzkiego "Journal of Public Health".

Źródło: KAI

wtorek, 3 czerwca 2008

Na przekór medycynie dziecko z ciąży pozamacicznej urodziło się zdrowe

Australijka 34-letnia Meera Thangarajah urodziła zdrowe dziecko, które rozwijało się w jej prawym jajniku. Dziecko przyszło na świat w następstwie ciąży pozamacicznej - podała agencja Associated Press.
Agencja pisze, że kobieta nie miała żadnych objawów chorobowych czy komplikacji podczas ciąży, dlatego też lekarze byli zaszokowani, gdy dokonując cesarskiego cięcia w 38 tygodniu ciąży odkryli, że dziecko rozwinęło się nie w macicy, lecz w jajniku.

Szefowa szpitala w mieście Darwin Robyn Cahill powiedziała: "Nazwaliśmy to cudem". Nowo urodzona dziewczynka waży 2,8 kg.

Większość ciąż ektopowych kończy się poronieniem lub są wcześniej usuwane ze względu na ryzyko pęknięcia jajowodu, co zazwyczaj prowadzi do krwotoku wewnętrznego i może spowodować śmierć matki.

Ciąże ektopowe stanowią 1-2%, z tego 95% przypadków powstaje w wyniku zagnieżdżenia się zapłodnionego jaja w jajowodzie. W 0,5% przypadków (łącznie z opisanym), dziecko rozwija się wewnątrz jajnika.

Ciąża ektopowa występuje najczęściej u kobiet między 26 a 30 rokiem życia. Przyjmuje się, że na każde 100 porodów występuje 1 ciąża ektopowa. Do czynników ryzyka rozwoju ciąży ektopowej należą:
• stany zapalne narządów miednicy małej
• zabiegi operacyjne jajowodów i jajników
• choroby przenoszone drogą płciową (zakażenie dwoinką rzeżączki, Chlamydia i Mycoplasma hominis)
• stosowanie wkładek wewnątrzmacicznych
• stymulacje owulacji w terapii niepłodności.(źr.MediWeb.pl)

Źródło: BBC NEWS

Zobacz też: Dziecko z ciąży pozamacicznej urodziło się zdrowe- HLI rok 2006



Mamo pomogę Ci

Zapraszamy do udostępniania informacji na temat nowego miejsca, gdzie kobiety mogą otrzymać pomoc prawną i psychologiczną. Jest to inicjaty...